Gdańska firma remontowa: płatności etapowe skróciły ściąganie należności z 45 do 7 dni

Zespół InvoiceFlow · 1 czerwca 2026 · czas czytania 15 minut

Remont za milion, który prawie położył firmę

Krzysztof Mazur prowadzi firmę remontowo-wykończeniową w Gdańsku. Jego ekipa robi kompleksowe remonty domów i lokali — od stanu deweloperskiego po „wprowadź się jutro". Pojedyncze zlecenie to budżet od 200 tysięcy do miliona złotych: instalacje, tynki, posadzki, stolarka, wykończenia. Krzysztof zatrudnia na stałe ośmiu ludzi i kilku podwykonawców, więc co tydzień musi wypłacić pensje i zapłacić za materiały — niezależnie od tego, czy inwestor już przelał pieniądze.

Przez lata Krzysztof rozliczał się tradycyjnie: 30% zaliczki na start, 70% na koniec po odbiorze. Wydawało się to uczciwe i proste. Problem polegał na tym, że te 70% to gigantyczna kwota wisząca na samym końcu — przy remoncie za milion złotych to 700 000 zł, które trzeba wyłożyć z własnej kieszeni na materiały i robociznę, zanim cokolwiek wróci.

Klient, który zwlekał osiem miesięcy

Najgorszy przypadek dotknął go przy remoncie domu w Oliwie. Inwestor — zamożny, kulturalny, bez sygnałów ostrzegawczych — po zakończeniu prac zaczął „znajdować usterki". Najpierw fuga, potem odcień ściany, potem coś z drzwiami. Każda drobnostka była pretekstem do wstrzymania końcowej płatności 70%, czyli ponad 600 000 zł. Krzysztof, który już zapłacił podwykonawcom i za materiały, został z gigantyczną dziurą. Sprawa ciągnęła się osiem miesięcy. Firma stanęła na krawędzi — Krzysztof zaciągał pożyczki, żeby wypłacić pensje, i o mało nie zwolnił połowy ekipy.

Kiedy w końcu odzyskał pieniądze, usiadł i policzył: średni czas ściągania końcowej należności wynosił u niego 45 dni od odbioru, a należności faktycznie nieściągalne sięgały 3% obrotu. Przy jego skali 3% to było kilkaset tysięcy złotych rocznie wyparowujących w sporach i opóźnieniach.

Odkrycie: 70% na końcu to zaproszenie do problemów

Krzysztof zrozumiał, że model 30/70 odwraca ryzyko na jego niekorzyść. Im więcej pieniędzy zostaje na sam koniec, tym większą dźwignię ma inwestor, żeby zwlekać — bo wstrzymując końcową płatność, blokuje całą marżę wykonawcy. Rozwiązaniem było rozbicie płatności na etapy powiązane z postępem prac, tak żeby inwestor płacił za to, co już zostało zrobione, a wykonawca nigdy nie był „pod kreską" o setki tysięcy.

Rozwiązanie: płatności etapowe 30/40/20/10

Korzystając z płatności ratalnych (etapowych) w InvoiceFlow, Krzysztof przebudował model na cztery transze powiązane z konkretnymi, weryfikowalnymi kamieniami milowymi:

EtapKamień milowyUdziałKwota (remont 1 000 000 zł)
Etap 1 — zaliczkaPodpisanie umowy, start30%300 000 zł
Etap 2Zakończenie prac instalacyjnych i murarskich40%400 000 zł
Etap 3Odbiór prac ulegających zakryciu (instalacje pod tynkiem, hydroizolacje)20%200 000 zł
Etap 4 — końcowyOdbiór końcowy10%100 000 zł

Kluczowa zmiana to nie tylko liczba transz, ale ich logika. Trzeci etap — odbiór prac ulegających zakryciu — jest geniuszem prostoty. To moment, w którym inwestor musi potwierdzić instalacje i hydroizolacje zanim zostaną zakryte tynkiem i posadzką. Krzysztof powiązał z nim płatność, bo to naturalny punkt kontrolny, który i tak trzeba przejść. A na sam koniec zostaje tylko 10% — kwota na tyle mała, że żaden inwestor nie ryzykuje wieloletniego sporu, by ją wstrzymać, ale wystarczająco realna, by trzymać wykonawcę w gotowości do poprawek z tytułu rękojmi.

Każdy etap ma swoją fakturę i swój termin

W InvoiceFlow Krzysztof ustawia harmonogram etapowy raz, na początku zlecenia. Aplikacja generuje fakturę zaliczkową na start, a kolejne faktury są gotowe do wystawienia z chwilą osiągnięcia każdego kamienia milowego. Każda transza ma własny termin płatności (7 dni) i automatyczne przypomnienie, więc inwestor dostaje sygnał dokładnie wtedy, gdy etap jest odebrany. Nic nie kumuluje się na końcu.

Umowa o dzieło i podpis pod każdym odbiorem

Krzysztof pracuje na umowie o dzieło z jasno opisanymi etapami i rezultatami. Każdy odbiór etapu jest potwierdzany podpisem elektronicznym inwestora w aplikacji — protokół odbioru prac zanikowych, protokół odbioru końcowego. Dzięki temu „znajdowanie usterek" po fakcie straciło moc: skoro inwestor podpisał odbiór instalacji przed ich zakryciem, nie może później twierdzić, że były źle zrobione, żeby wstrzymać płatność za zupełnie inny etap.

Wiele profili firmowych dla różnych typów zleceń

Krzysztof prowadzi dwie linie: remonty prywatne i wykończenia lokali komercyjnych (biura, gastronomia). Korzysta z wielu profili firmowych w aplikacji — każdy z osobnym logo, danymi i szablonem — żeby faktury dla klientów komercyjnych wyglądały inaczej niż te dla osób prywatnych. Komplet danych jest zabezpieczony kopią zapasową, którą odtworzył bez problemu po kradzieży telefonu z budowy.

Wynik: z 45 do 7 dni i z 3% do 0,2%

Najważniejsza zmiana była jednak psychologiczna. Inwestorzy, którzy płacą za każdy odebrany etap, są spokojniejsi i bardziej zaangażowani — widzą postęp i widzą, za co płacą. Spory o usterki zamieniły się w normalne, drobne poprawki w ramach rękojmi, a nie w pretekst do blokowania setek tysięcy złotych. Firma Krzysztofa, zamiast walczyć o przetrwanie, w kolejnym roku zwiększyła liczbę realizowanych remontów o jedną trzecią.

Wniosek dla każdego wykonawcy

W budownictwie i wykończeniówce ten, kto trzyma najwięcej pieniędzy na koniec, ponosi największe ryzyko. Model 30/70 wygląda na bezpieczny, ale w rzeczywistości daje inwestorowi dźwignię na ostatnich, najbardziej kosztownych metrach. Rozbicie płatności na etapy powiązane z weryfikowalnymi odbiorami — zwłaszcza odbiorem prac zanikowych — odwraca tę logikę. Płacisz za to, co zrobione; wykonawca nie kredytuje inwestora setkami tysięcy; a 10% na końcu wystarczy, by wszyscy grali fair.