Dark kitchen z Warszawy: jak śledzenie przychodów per platforma i marka odkryło prawdziwy zysk

Zespół InvoiceFlow — opublikowano 31 maja 2026 — czas czytania 9 minut

Grzegorz Lis nie ma sali dla gości. Nie ma kelnerów, nie ma szyldu na ulicy. Ma za to dwustumetrową kuchnię na warszawskiej Woli, dwanaścioro ludzi na zmianie i dwie marki kulinarne, które istnieją wyłącznie w aplikacjach do zamawiania jedzenia. To dark kitchen — ciemna kuchnia — i przy obrocie sięgającym 800 000 zł miesięcznie wygląda jak maszyna do robienia pieniędzy. Problem w tym, że Grzegorz przez długi czas nie wiedział, ile tych pieniędzy faktycznie zostaje.

„Obrót był ogromny i to usypiało czujność" — mówi. „Osiemset tysięcy miesięcznie brzmi dumnie. Ale po prowizjach platform, po VAT, po kosztach — która marka i która platforma naprawdę zarabia? Nie miałem pojęcia. Wszystko wpadało do jednego kotła."

To historia o tym, jak rozdzielenie przychodów według platformy i marki pokazało prawdziwy zysk — i zmieniło sposób, w jaki Grzegorz prowadzi biznes.

Dlaczego dark kitchen to księgowy labirynt

Grzegorz prowadzi działalność jako czynny podatnik VAT i sprzedaje przez trzy kanały, pod dwiema markami. To daje sześć kombinacji, każda z inną ekonomią:

1. Trzy platformy, trzy modele prowizji

Pyszne.pl, Glovo i własna aplikacja Grzegorza. Każda platforma pobiera inną prowizję — od kilkunastu do nawet trzydziestu kilku procent od wartości zamówienia. Własna aplikacja jest najtańsza w obsłudze, ale generuje najmniej ruchu. Platformy zewnętrzne dają ruch, ale zjadają marżę. Bez rozdzielenia Grzegorz widział tylko sumę wpłat — nie widział, ile z każdej złotówki zabiera prowizja.

2. Dwie marki w jednej kuchni

Z tej samej kuchni wychodzą dwie zupełnie różne marki: jedna z burgerami, druga z kuchnią azjatycką. Różne koszty składników, różne ceny, różna popularność na różnych platformach. W jednych księgach wyglądały jak jeden przychód.

3. Prowizje i VAT, czyli rozliczeniowy węzeł

To była największa pułapka. Platforma wypłacała Grzegorzowi kwotę już pomniejszoną o prowizję, ale VAT należny dotyczył pełnej wartości sprzedaży, a prowizja platformy to osobny koszt z własnym VAT do odliczenia. Mylenie kwoty wypłaconej z kwotą sprzedaży prowadziło do błędów w VAT i w JPK_V7. Księgowa Grzegorza traciła na to godziny każdego miesiąca.

Efekt? Grzegorz podejmował decyzje na czuja. Promował marki tam, gdzie „wydawało się", że idzie najlepiej, czyli tam, gdzie był największy obrót — a nie tam, gdzie zostawało najwięcej po prowizjach.

Rozwiązanie: rozdzielić przychód per platforma i per marka

Grzegorz przeszedł na InvoiceFlow i skonfigurował system tak, by każda sprzedaż była przypisana do platformy i marki. Zamiast jednej liczby „800 000 zł" zobaczył sześć osobnych strumieni z własną ekonomią.

1. Osobne profile dla dwóch marek

Każda marka to osobny profil firmowy w ramach jednej działalności — własne logo, własna numeracja faktur, własne raporty przychodów i kosztów. Po raz pierwszy Grzegorz zobaczył, że marka azjatycka, mimo mniejszego obrotu, ma wyraźnie wyższą marżę niż burgerowa.

2. Tagowanie przychodów per platforma

W ramach każdej marki przychody są oznaczane platformą źródłową. Raporty pokazują, ile naprawdę zostaje z Pyszne.pl, ile z Glovo, a ile z własnej aplikacji — po uwzględnieniu prowizji jako osobnego kosztu. Wynik był jednoznaczny: własna aplikacja, mimo najmniejszego ruchu, dawała najwyższą marżę netto, bo nie zabierała jej prowizja.

3. Poprawne rozliczenie VAT i prowizji

Aplikacja oddziela wartość sprzedaży (od której liczony jest VAT należny) od prowizji platformy (osobny koszt z VAT do odliczenia). To uporządkowało JPK_V7 i ucięło comiesięczne zamieszanie. Grzegorz przygotowuje się też na obowiązkowy KSeF — uporządkowana struktura sprzedaży i kosztów sprawia, że wejście w Krajowy System e-Faktur jest kwestią konfiguracji, a nie przebudowy całej księgowości.

Co odkryły liczby

Po dwóch miesiącach pracy na rozdzielonych strumieniach Grzegorz pokazał mi uproszczone rozbicie marży netto (po prowizjach i kosztach):

„To zmieniło całą moją strategię marketingową" — mówi Grzegorz. „Zacząłem agresywnie promować własną aplikację rabatami, bo nawet po rabacie zostawało mi więcej niż z Glovo. I przesunąłem nacisk na markę azjatycką. Obrót lekko spadł, a zysk wzrósł. Bo wreszcie patrzyłem na właściwą liczbę."

Czego powinien szukać każdy, kto sprzedaje przez platformy

Patrz na marżę po prowizji, nie na obrót brutto

Platformy pokazują Ci ruch i obrót — bo to ich towar. Twoim towarem jest zysk. Największy obrót na platformie z 30% prowizją bywa gorszy niż mniejszy obrót na własnym kanale.

Rozdziel marki na osobne profile

Jeśli z jednej kuchni wychodzą dwie marki, ich ekonomia jest różna. Wspólne księgi maskują, która marka ciągnie zysk, a która tylko obrót.

Oddziel sprzedaż od wypłaty platformy

VAT liczysz od wartości sprzedaży, nie od kwoty, którą platforma Ci wypłaciła po potrąceniu prowizji. Mylenie tych dwóch to prosta droga do błędu w JPK_V7.

Przygotuj się na KSeF już teraz

Uporządkowana struktura przychodów i kosztów to nie tylko lepsze decyzje — to gotowość na obowiązkowy Krajowy System e-Faktur bez paniki w ostatniej chwili.

Szersza myśl

Wielki obrót to najlepsza przykrywka dla słabej rentowności. Grzegorz przez długi czas czuł się jak rekin biznesu — osiemset tysięcy miesięcznie! — i właśnie to poczucie odbierało mu motywację, by zajrzeć głębiej. Dopiero rozdzielenie strumieni pokazało, że pompuje marketing w najmniej dochodowy kanał. W gastronomii platformowej, gdzie prowizje potrafią zjeść jedną trzecią ceny dania, różnica między „widzę obrót" a „widzę marżę" to różnica między firmą, która rośnie, a firmą, która tylko wygląda na dużą.

Wypróbuj sam

InvoiceFlow jest darmowy do pobrania w Google Play. Funkcje dla gastronomii platformowej — wiele profili firmowych dla marek, tagowanie przychodów per platforma, oddzielenie sprzedaży od prowizji, poprawne rozliczenie VAT, raporty per kanał, dane pod JPK_V7 i gotowość na KSeF — działają bez abonamentu. Aplikacja działa offline.

Grzegorz, dla porządku, wciąż robi około 800 000 zł obrotu miesięcznie. Ale teraz zna odpowiedź na pytanie, które przez lata go gnębiło: ile z tego naprawdę zostaje — i skąd.